Aktualności

KORESPONDENCJA Z KUBY :)

2014-12-21 22:06:55, komentarzy: 0

 

 

 

 

 

 

Niespełna trzy miesiące temu ks. Witold Lesner

wyjechał na misje na Kubę. 

 

Ks. Proboszcz Jan Pawlak otrzymał od Ks. Witka e-maile

 i postanowił się z nami podzielić z garścią informacji

o rzeczywistości, w jakiej obecnie żyje Misjonarz. 


Pamiętajmy w modlitwach o Ks. Witoldzie, o Kubie

i o wszystkich misjonarzach. 









(20 listopada 2014)

Serdecznie pozdrawiam z Kuby

Minęły już trzy tygodnie odkąd tu jestem. Nie łatwo stąd jednak "wydostać się na zewnątrz". Internetu nie ma, tzn. jest, ale ma go tylko biskup i tylko u niego mogę wyglądać na świat :-). Nie mogę i nie wiem dlaczego, odbierać poczty z mojej zwykłej skrzynki, więc straciłem również wszystkie adresy e-mail. Powoli staram się je odszukiwać. Aby się ze mną komunikować musiałem postarać się o nową, tym razem na serwerze diecezji.

 

Wiele "pierwszych razy" już za mną, ale zdecydowanie więcej przede mną. Na razie kończę, jak to określił biskup, okres aklimatyzacyjny. Jestem w niewielkiej, nadmorskiej miejscowości Campechuela z innym Polakiem, Wojtkiem z diecezji gnieźnieńskiej. Poznaję "klimaty" funkcjonowania kubańskiej parafii. 23 listopada mam objąć "swoją" parafię w Guisa, ponad 20-tysięcznym mieście. Do parafii należy jeszcze osiem innych kaplic i domów misyjnych. W tej parafii od kilku lat nie ma proboszcza, więc wiele rzeczy będzie trzeba odnowić.

 

W Polsce coraz zimniej i pochmurnie... a tu codziennie ok. 30 stopni i sporo wilgoci. Dzisiaj nie da się za bardzo poszaleć, bo jest bardzo gorąco i parnie... ale wczoraj udało się być na plaży i woda była bardzo ciepła.

 

Ludzie życzliwi, chociaż sporo tu ludzkiej biedy. Najbardziej uderza mnie widok beznadziei w oczach. Kubańczycy, których dotąd poznałem w większości żyją z dnia na dzień, bez podnoszenia głowy do góry, by spojrzeć poza horyzont. Komunizm zniszczył tu gospodarkę, infrastrukturę, ale przede wszystkim rodzinę (najczęściej żyją tu bez jakichkolwiek zobowiązań, nawet cywilnych). Z wszystkich dzieci objętych katechizacją w diecezji tylko co siódme ma mamę i tatę, a z nich tylko pojedyncze to sakramentalne małżeństwa. W Polsce w czasach komunizmu każdy miał pracę (jaka ona była, to inna sprawa), ale na Kubie tego nie ma. Wielu pracy nie ma. Wysiadują na ulicach, przed domami i czekają... odważniejsi i z możliwościami uciekli. W Campechueli nie widziałem żadnej łodzi z motorem, zostały tylko wiosłowe. Motorowe już odpłynęły...

 

Kreślę dosyć ponury obraz, wiem, ale to rzuca się bardzo mocno w oczy. Są oczywiście i radosne sytuacje i ludzie bardzo życzliwi... Dzieci, jak wszędzie chcą się bawić; dziewczyny chcą się podobać i wkładają w to niekiedy naprawdę wiele wysiłku, by to osiągnąć; chłopacy prężą dumnie pierś, a starsi plotkując spędzają dnie przed domem (każdy przed swoim) i krzyczą do siebie rozmawiając. Nie miałbym nic przeciw temu, ale tu w domach nie ma szyb, więc, chcą nie chcąc, uczestniczy się w tych rozmowach :-)

 

Miałem już w pierwszych dniach być w El Cobre, narodowym, maryjnym sanktuarium. Ładne, spokojne miejsce... Poleciłem więc Maryi mój czas pracy na Kubie, osoby i sprawy, które mnie tu "spotkają", a także wszystkich dobrodziejów... za dobrodziejów i przyjaciół modlę się każdego dnia. Bez wzajemnego wsparcia nie da się nic zrobić, bo wszystko tu w rękach Pana Boga. Tutaj zdaje się to jeszcze bardziej aktualne. Bardziej aktualna wydaje się bezradność ludzka i potrzeba zdania się na moc Bożą.

 

To moje pierwsze wrażenia. Zapraszam do modlitwy za Kubę, za tutejszy Kościół, za ludzi i ich problemy i radości. Proszę również o modlitwę w mojej intencji, o światło Ducha Świętego, bym wiedział jak tym ludziom najlepiej służyć, jak dawać im nadzieję, jak mówić o Panu Bogu, by nie były to dla nich tylko puste słowa. Dziękuję za dotychczasowe wsparcie...

 

Pozdrowienia również przesyłam dla całej wspólnoty parafialnej.

Ks. Witold

 

 

 

(3 grudnia 2014)

Pozdrawiam z Kuby!

Minął już miesiąc odkąd wylądowałem na tej naprawdę gorącej wyspie. Powoli przyzwyczajam się do tutejszego klimatu (dosłownie i w przenośni). Wiem, że w Polsce już mrozi, ale i tutaj też spadła temperatura: jest poniżej 30 stopni!

 

Mniej więcej tydzień temu biskup powierzył mi już parafię. Jeszcze nie mieszkam tam jednak, ponieważ trzeba przygotować mieszkanie. Od kilku lat nie mieli swojego proboszcza, dojeżdżał ksiądz z sąsiedniej parafii. Dokładnie nie wiem kiedy wyląduję "u siebie", ale to już sprawa kilku dni. Guisa (czyta się: Gisa) to ponad 20-tysięczne miasto powiatowe w górach. Mają tu całkiem fajne górki! Parafia jednak obejmuje cały powiat (tzw. municipio) i liczy ok. 36 tys. Oprócz kościoła parafialnego, pod wezwaniem św. Józefa, mam jeszcze siedem kolejnych wspólnot. Oprócz parafii mam jeszcze tylko jeden kościół, dwie kaplice (przerobione domy prywatne) oraz cztery tzw. domy misyjne (prywatne domy, w których prowadzi się katechizację i odprawia Mszę). Niektóre z wioseczek mają naprawdę misyjne klimaty: drewniane chatki kryte liśćmi palmowymi i z klepiskiem zamiast podłogi. Do jednej miejscowości ostatni kilometr czy półtorej muszę dochodzić pieszo, ponieważ nie ma tam już drogi.

 

Póki co rozglądam się uważnie, słucham i coś tam próbuję robić. Oj, jak bardzo przydałaby się lepsza znajomość języka! Mówią bardzo szybko i "połykają" końcówki, mają też mnóstwo własnych swoich wyrazów, których nie ma w hiszpańskim (kastylijskim). Robię co mogę, ale chciało by się więcej...

 

Dzięki za modlitewne wsparcie. Również pamiętam

Ks. Witold

 



Kategorie wpisu: Kapłani
« powrót

Dodaj nowy komentarz

Wyszukiwarka:

Ostatnio
dodane:
Czytania 
na dziś
MAJ
Aby wierni świeccy wypełniali swoją specyficzną misję, wykorzystując swoje twórcze zdolności, by odpowiadać na wyzwania dzisiejszego świata.